Formikarium – vivarium z mchem

Cześć!

Dziś nieco o moim najnowszym (chociaż nie tak młodym) projekcie. Vivario-formikarium z mchem.

Latem wpadłam na pomysł (chyba podczas oglądania filmików na YT o „wiecznych” vivariach w żarówkach, słojach itp.) by połączyć mrówki z mchami.

 

Mchy wydawały się dość niewinne. Miałam małe puste formikarium 20x10x10cm, a mchy jak wiadomo wysokie nie są. Wszyscy też dobrze wiemy, że nie są wymagające, prawda? Hah, się przekonacie jeszcze, co do prawdziwości tego stwierdzenia, ale o tym potem.

Tak więc zaczęłam szukać informacji. Zdziwilibyście się, jak mało ich jest na temat hodowli mchu nieakwarystycznego. Na szczęście znalazłam jedno w miarę solidne źródło.

I tak oto powstał zamysł.

Następnie udałam się w moje najbliższe okolice nazbierać trochę mchu. Mech z warszawskiego blokowiskowego „trawnika (tj. ubita glebo-glina wydeptana i obsikana przez wszystkie psy.. i ludzi) był niemal niezauważalny. Po dłuższym szukaniu, natrafieniu na mało uczęszczane zacienione miejsce i znalazłam ładne okazy pospolitego mchu. Nazbierałam sobie woreczek różnych mchów i wróciłam z nimi do domu.

Vivarium urządziłam według tutoriala na YT zamieszczonego powyżej. Gdyby jednak nagle świat się skończył i YT przestał istnieć (lub być modnym), to opiszę proces po kolei.

Czyszczenie mchów

 

Nazbierane małe łatki mchów wrzuciłam do pojemnika z wodą i wystawiłam na balkon. W ten sposób spędziły swoją pierwszą noc. Następnego dnia przełożyłam je do kolejnego pojemnika z czystą wodą i tak spędziły noc drugą.

Kyoto garden – Wikipedia
Składniki/warstwy

Zanim jednak zebrałam mchy, zakupiłam resztę niezbędnych składników. Najbliżej mi do Leroy Merlin i tam też się udałam.

– węgiel aktywny (trafiłam na firmę Biowin)
– mieszanka kory sosnowej i odpadów kokosowych dla orchidei/storczyków (nie pamiętam dokładnie) o kwaśnym Hp (nie pamiętam, czy gdzieś wyczytałam informację o kwasowości podłoża, czy ją sobie wymyśliłam skądś :3)
– kamyki/pumeks do kwiatów
– ziemia zmieszana z piaskiem i piachem z balkonowych donic nieznanego bliżej pochodzenia
– kawałek tiulu ze sklepu z materiałami (sztywna siateczka ze sztucznego tworzywa)

Przygotowanie vivarium

1) Na dno formikarium wyłożyłam pumeks do kwiatów – stanowi warstwę odprowadzającą nadmiar wody
2) Na poprzednią warstwę ułożyłam kawałek tiulu przycięty w taki sposób, by zachodził na ścianki do góry – warstwa zapobiegająca zsypywaniu się warstw położonych wyżej
3) Na tiul wysypałam węgiel aktywny stanowiący filtr/oczyszczacz
4) Na warstwę węgla wysypałam podłoże do orchidei zmieszane z niewielką ilością piachu/ziemi. Wszystkie większe kawałki kory/kokosa albo wcześniej rozdrobniłam, albo odrzuciłam
5) Warstwę kory i piachu solidnie nawilżyłam. Piach był przesiąknięty wodą, ale nie na tyle by spłynął wraz z wodą wgłąb
6) W tym miejscu wkracza warstwa mchu – wcześniej odsączonych chwilę na papierze toaletowym

I jeśli chodzi o budowę, to tyle. Doszło trochę kamyków z białego pumeksu, które wysypałam i dla ozdoby i jako podkład pod gniazdo z kory odcinający je od wilgoci podłoża, patyków znad morza, które spleśniały niemal na drugi dzień, piasku białego kwarcowego dla ozdoby, ale te nie mają już większego znaczenia.

 

Problemy

Tak powstałe vivarium wyglądało pięknie i promieniało aż zielenią. Przez jakiś tydzień.

Pleśń. Wszystko co wsadzissz w miejsce tak wilgotne jak moje vivarium spleśnieje. Każdy patyk, każde jedzenie podane mrówkom. Tylko kora i kamienie pozostają wolne od pleśni. Znajomy spreparował mi miniaturowy wiatraczek z zasilaczem i tak oto pozbywałam się nadmiaru pary – gdy jednak wiatraczek na minimalnych obrotach działał przez 0,5h, mchy zaczynały schnąć..

Woda. Nie jest problemem jako takim. Piszę to, byście wiedzieli jak jest podlewana całość. Wlewam trochę wody na spód (ok. 1 kieliszek do wódki) by dostała się do pumeksu, a resztę srpyskuję bezpośrednio wodą z atomizera (który to wcześniej służył spirytusowi salicylowemu). Pro tip – bezpośrednie spryskanie działa dużo lepiej na mchy niż podlewanie ziemi. Ziemia tak czy siak odparowuje, więc niweluje ryzyko przesuszenia mchów, gdybym zapomniała je spryskać.

Światło. Pewnie myślicie, tak jak i ja myślałam, że mchy generalnie nie lubią słońca, prawda? Nic bardziej mylnego. Owszem, nie lubią bezpośredniego słońca, ale brak słońca okazuje się ma równie niszczycielskie właściwości. Zwykłe światło dzienne wpadające do pokoju okazało się być niewystarczające, a mchy zaczęły brązowieć i marnieć. Posiadana listwa LEDowa nie dawała rady.

Vivarium wylądowało więc w środku upalnego lata na parapecie. I tutaj jak  nie było spalane słońcem, to wysychało. Letnie, prażące słońce okazuje się być równie zabójcze co cień.. Godzina-2 na słońcu i w cień, i tak w kółko. Tak vivarium przeturlało się do jesieni zimy, gdzie już spokojnie wytrzymywało słońce na parapecie i zaczęło się odradzać. Mchy są teraz znacznie bardziej wątłe, ale jest ich 2x więcej niż było.

W tym czasie próbowałam znaleźć lampę do roślin pasującą rozmiarami do mojego formikarium. Niewiele było do wyboru, ktoś jednak w końcu polecił mi najsłabszą lampę Skylight bazującą na LEDach. W Sylwestra trafiłam na promocję i tak oto lampa jest już ze mną trochę ponad 2 tygodnie.

Lampa sprawuje się dobrze.. chociaż i tak jest za mocna jak na wielkość mojego formikarium. Trochę wysusza mi mchy i grzeje wnętrze, gdy leży na płasko na wieku. Dlatego też formikaium wzbogaciłam o konstrukcję z kartonu, sznurka, taśmy pakowej i .. guzika i w ten sposób formikarium już się tak nie grzeje/suszy, a lampa może stać włączona kilka godzin.

Wiatr! Miłość!.. Oj, zagalopowałam się, a i pierścieni nie mam aż tylu..

Woda bis. Ziemia paruje, powietrze i mchy spryskane wodą, ciepło z lampy.. Woda lubi się skraplać na szybach. To problem raczej nie do uniknięcia przy tej wielkości formikarium niestety.

Mrówki! To chyba najciekawsze, nie? No niestety, nie wszystkie mrówki będą żyły szczęśliwie w wilgoci owego vivarium. Kora i podkład z pumeksu częściowo chroni mrówki przed wilgocią, mimo to, nie są to najlepsze warunki do rozwoju. Co więc żyje w formikarium? Kolonia Temnothorax sp. Jak na razie mają się dobrze i nie wykazują oznak jakiejkolwiek zapaści.

Co jeszcze mogłoby tu żyć? Zapewne niektóre gatunki Myrmica jakie znajduje się po zaniedbanych, zapadłych i zmokniętych parkach. Jednak na nie formikarium jest zdecydowanie za małe.

 

Co jest w planach?

 

Przeniesienie całości do większego pojemnika i dorzucenie skoczogonków jeśli je gdzieś w końcu znajdę.

Jeśli macie jakieś doświadczenia z hodowlą mchu, to z chęcią się dowiem jak sobie z nimi radzicie. Możecie do mnie pisać przez stronę FB.

Jedna odpowiedź

  1. Unknown napisał(a):

    Kliknij w odnośnik do strony fb 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *